Dni 13 - 16.09.2018 r. to czas radości, integracji i wzajemnego poznawania charyzmatów „Młodych Konsekrowanych” zgromadzonych w Krakowie u stóp Jezusa Miłosiernego – w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia i w Centrum Jana Pawła II. 

W kongresie uczestniczyło ok 980 osób ze Zgromadzeń Męskich, Żeńskich, Instytutów Świeckich (ok. 30 przedstawicieli) i innych form życia konsekrowanego. Podczas spotkania Eucharystię sprawowali: kard J. Braz de Aviz, bp J. Kicińskiego CMF, o. J. Sok CSsR, abp M. Jędraszewski, a konferencje wygłosili: K. Wons SDS „Duch Święty zapewnia Pismom wieczną młodość”, s. Anna Bałchan SMI „Nie wolno milczeć o tym, że Bóg jest…” oraz o. Stanisław Jarosz OSPPE „Konsekrowani ciałem Jezusa z Maryi przez Ducha Św.”                           

Temat III Kongresu Młodych Konsekrowanych „Wolni w Duchu Świętym” rozwijany podczas konferencji, Mszy św., pracy w grupach czy indywidualne,j poszerzał horyzonty do codziennego mówienia Jezusowi „TAK” w wolności, cieszenia się z dokonanego wyboru, odpowiedzialności za nie, odkrywania dziecięctwa Bożego i sposobu podchodzenia do misji, którą Bóg podarował. Momentem pokazania „ światu ” radości bycia osobą konsekrowaną był czas marszu  „ Młodych Konsekrowanych” z relikwiami założycieli z Kościoła Ojców Jezuitów na ul. Kopernika do ul. Franciszkańskiej, gdzie wieczorem odbył się koncert zespołu  „Nie ma Go tu”. Ostatnim punktem spotkania był panel „ Konsekracja - wolność czy kajdany”, na który zaproszono przedstawicieli różnych form życia konsekrowanego, w tym także Przewodniczącą Krajowej Konferencji Instytutów Świeckich. Przedstawicielki z Instytutów Świeckich miały również możliwość zaangażowania w czas przygotowań i organizacji III Kongresu Młodych Konsekrowanych.

Świadectwa

    Na kongres chciałam przyjechać, ale nie miałam wobec niego jakiś specjalnych oczekiwań. Pragnęłam po prostu pobyć trochę wśród ,,swoich'' i spędzić ten czas z Panem w tych innych kongresowych warunkach.
    Pierwsze wrażenie zrobiła na mnie ilość konsekrowanych osób, pomyślałam sobie - niezła armia. Zobaczyć w jednym miejscu tysiąc habitów jest niecodziennym widokiem... Następnie, z dnia na dzień, przekonywałam się już nie o ilości, ale o jakości (że tak się wyrażę) kongresu. Potwierdzały ją spotkania w grupach, świadectwa, konferencje czy po prostu, zwyczajne rozmowy.
    Każda msza św., nabożeństwo, zwłaszcza ta odprawiana w sanktuarium Jana Pawła II,  była wyjątkowa. Melodyjność wypowiadanych modlitw, łączność serc wpatrzonych w ołtarz, jedność, którą dostrzegało się nie tylko wzrokiem, musiały być odczuwalne przez wszystkich. Dla mnie były głębokim przeżyciem.
    Na kongresie doświadczyłam wzmocnienia, radości, wolności, oderwania się od codzienności i poznałam też innych konsekrowanych. Z tych nowych znajomości szczególnie się cieszę, chociaż właściwie to nie jest też tak, że my w ogóle się nie znamy, bo wszyscy jesteśmy z Pana i stanowimy jedno (to się czuje), ale dzięki konkretnemu spotkaniu odkrywamy i pogłębiamy siebie.
    Duch Święty był i działał na kongresie. Pewnie niczego odkrywczego nie napisałam, a jednak w tym czasie zdecydowanie mocniej doświadczyłam Jego obecności. Zmienił On moje patrzenie na pewne bolesne, i wciąż żywe, wydarzenie z przeszłości, dzięki spotkaniu z osobą, która doświadczyła dokładnie tego samego. A spotkanie osoby, która przeżyła chociażby coś podobnego, było równe prawdopodobieństwu spotkania kosmity w swojej szafie z ubraniami... W ten oto sposób kilka lat mojego zastanawiania się, dlaczego mnie to spotkało, dlaczego tak wyszło, a że mogłam inaczej, a że to, albo tamto, nagle zostało zmienione w wydarzenie mające sens, a na pewno przynoszące nadzieję. Wyobraźnia Ducha Świętego znowu okazała się większa od mojej.
Chwała Panu.

Świecka konsekrowana


Wierzę, że bycie osobą konsekrowaną, to znaczy być Hostią. Niesamowite jest zobaczyć prawie 1000 ludzi, „Hostii” tworzących pełne radości, entuzjazmu i żywiołowości Ciało Kościoła. To były rzeczywiście trochę 4 żywioły – męskie zgromadzenia zakonne, żeńskie zgromadzenia zakonne, zgromadzenia bezhabitowe i świeccy konsekrowani. Każdy z tych żywiołów jest czymś pięknym w rękach Boga, które je stworzył i powołał.

Bardzo konkretnego wymiaru nabrało ubóstwo, gdy zobaczyłam 1000 nienarzekających na nic (na warunki, na jedzenie, na pogodę, na zmęczenie) młodych ludzi w habitach (bo tych była zdecydowana większość), nieustannie zadowolonych ze wszystkiego, za wszystko wdzięcznych, cały czas uśmiechniętych. Nie inaczej widzę teraz czystość po 4 dniach w otoczeniu życzliwych uśmiechów, radosnych spojrzeń, otwartych gestów dobroci. A i posłuszeństwo wezwaniu Papieża, który mówi, że zadaniem młodych jest robić raban, stało się rzeczywistością, kiedy szliśmy z naszymi świętymi uwielbiać Boga z zespołem „niemaGotu” na placu Franciszkańskim. Jestem szczęśliwa (znaczy, że błogosławiona), bo Pan uczynił mnie częścią tego wspaniałego dzieła jakim jest konsekracja.

To był czas w którym mogłam zobaczyć różnorodność i piękno mojego Kościoła, ale też zobaczyć, że inni idący podobną drogą, też mają różne doświadczenia i sposoby przeżywania swojej relacji z Panem. Konferencje poruszające serce umacniały podjętą decyzję pójścia za Panem, a wspólne trwanie na modlitwie porządkowało wszystkie towarzyszące tym poruszeniom emocje.

Dziś wracam do świata – umocniona, przekonana o tym, że nie jestem sama, ze jestem częścią wspaniałego ciała Kościoła i że Bóg wie co robi i stawia każdego na swoim miejscu, najlepszym miejscu dla niego i dla świata. Żadne ze Słów, które pojawiały się w czasie kongresu, nie było przypadkowe – bo Bóg nie rzuca Słów, ani przypadkiem, ani na wiatr. Dla mnie kongres rozpoczął się dzień wcześniej Słowem Pańskim w liturgii z dnia: „Uważam, iż przy obecnych utrapieniach dobrze jest tak zostać, dobrze to dla człowieka tak żyć... Przemija bowiem postać tego świata.” (1 Kor 7, 25-31) I przez cały ten czas Pan umacniał we mnie to, że jest to mój wolny wybór.